dlaczego?
DLACZEGO TAO?
Z Pawłem Syrjusem rozmawia dziennikarka Ewa Ramparte
- Kiedy to się u Ciebie zaczęło?
Jeszcze na nocniku. Mam zdjęcia kiedy siedzę na nocniku i bawię się aparatem, który sam zrobiłem z klocków. Godzinami spędzałem czas z ojcem w ciemni. Na komunię dostałem od chrzestnej aparat fotograficzny. Wypstrykałem cały film, lecz na 36 klatek wyszło tylko jedno zdjęcie. Stwierdziłem, że aparat jest popsuty: „To nie działa”. I schowałem go do szuflady. Kiedy kończyłem podstawówkę i zastanawiałem się kim chcę być w życiu. Postanowiłem, że będę fotoreporterem i przypomniało mi się, że mam aparat w szufladzie. I aparat wrócił do łask. Robiłem zdjęcia wszystkim – kolegom w szkole, rodzinie na „zlotach rodzinnych” a także dziwnym kształtom wypatrzonym w otoczeniu. Wyciągnąłem stary sprzęt ojca, rozłożyłem ciemnię i wszystko robiłem sam. Nie poszedłem do szkoły fotograficznej, bo miałem alergię na chemikalia. Ze szkoły nic nie wyszło, ale pasja pozostała.
- A kółka fotograficzne?
Ha… ha…
- To chyba dobrze. Nie wcisnęli Cię w kwadrat?
Tak, dzisiaj robiłbym za laboranta w zakładzie fotograficznym. Trafiłem na kółko fotograficzne. Poszedłem tam trzy razy. Nie mogłem dogadać się z gościem, który to prowadził. Wyszliśmy w plener, a on do mnie: „Masz światłomierz i zmierz światło” Rozejrzałem się po niebie i bez patrzenia na światłomierz podałem mu wartość przysłony i czas 1/60s. To mu się nie spodobało „Weź sie nie wymądrzaj – i zmierz światło!” Zmierzyłem. Światłomierz pokazywał dokładnie to, co mu powiedziałem. Stwierdziłem, że to nie ma sensu. Zostawiłem kółko, fotografowałem sam. Szukałem w fotografii czegoś więcej niż tylko technika, o której oni mówili cały czas.
- A jak poznałeś technikę?
W zasadzie techniką interesowałem się jedynie wtedy, gdy trzeba było zmienić aparat. Czytałem książki fotograficzne i czasopisma.
- Ulubiony temat? Na co skierował się obiektyw?
Od samego początku chyba najbardziej lubiłem fotografować przyrodę. Ludzie dziwili się, że to co widzieli może tak wyglądać na zdjęciu. Chodziłem po mieście i postrzegałem wszystko chyba trochę inaczej. Moje zdjęcia trafiały do gazetek harcerskich.
- A kiedy pierwsze pieniądze?
Stwierdziłem, że mogę zarobić na fotografii kiedy zobaczyłem zdjęcia, które zrobił zawodowy fotograf podczas mojego własnego ślubu. Złapałem się za głowę. Stwierdziłem, że robię lepsze zdjęcia Zenitem niż on profesjonalnym aparatem.
- Pierwszy sprzęt?
Wtedy pożyczyłem od znajomego forsę i kupiłem pierwszy profesjonalny aparat. Wtedy zacząłem się tak naprawdę rozkręcać. Zaczęła się współpraca z agencjami fotograficznymi, robiłem jakieś śluby, imprezy firmowe, zacząłem urządzać sobie studio i kupiłem sobie sprzęt cyfrowy. Trzaskałem koncerty, rybki akwariowe, ciastka, meble. Zacząłem też fotografować ludzi. Wcześniej robiłem wszystko, żeby fotografując „ulice” na zdjęciach nie było nikogo.
- A skąd pomysł na FOTOTAO?
Równolegle do fotografowania, ćwiczyłem Tai Chi. Taoizm zawsze mnie interesował. Podobnie też fotografowałem – bardziej na wyczucie. W niektóre z tych zdjęć zresztą trzeba się wczuć by dostrzec ich wielopoziomowość. A poza tym najwyższy czas połączyć ‘tao’ z fotografią, by stały się moją jedną pasją.
- Po co? Co ma ‘piernik do wiatraka’?
TAO łączy w sobie przeciwności – to co żeńskie i męskie, to co logiczne i uczuciowe. TAO to ‘równowaga’. I tak samo dobra fotografia łączy dwie rzeczy: technologię i wrażenie, które jest lotne. Im większa ta rozpiętość między umysłem a pasją – tym lepsze zdjęcie. Chciałbym, aby moje zdjęcia skłaniały do rozważania podobnie jak taoistyczne sentencje. Oczywiście nie wszystkie zdjęcia. Niektóre robi się dla pieniędzy. Te komercyjne trzeba robić pod klienta. Choć zawsze, nawet kiedy robię materiał komercyjny, staram się przemycić tam swoje własne treści. Nistety nie zawsze to się udaje. Bardzo często było tak, że kiedy zanosiłem zdjęcia do agencji – te, które uważałem za prawdziwe „rodzynki”, były odrzucane jako pierwsze.
- Twoje zdjęcia inspirują.
Taką mam nadzieję.
- Do czego?
Do bycia lepszym – w fotografii, w malowaniu, rzeźbieniu, w czymkolwiek. Czy na przykład – inspirują ludzi do szacunku do ludzi czy do przyrody.
- Od jak dawna ćwiczysz Tai Chi?
Kilkanaście lat.
- A jak się zaczęło?
Sztuki walki ciągnęły mnie od małego. Jeszcze w podstawówce. Jako dziecko byłem bardzo chorowity. Dwa tygodnie w szkole, dwa tygodnie w domu. Z powodu astmy, miałem zwolnienie z w-fu. Z książką, z kolegą gdzieś tam ćwiczyliśmy pod schodami chwyty samoobrony. Kiedy skończyłem podstawówkę zacząłem ćwiczyć – chciałem przerwać to, że ledwo się ruszam, że biegam najwolniej na podwórku. Najpierw zacząłem biegać. Codziennie biegałem po cztery kilometry – czy było święto czy nie. Codziennie biegłem na stadion i robiłem dziesięć okrążeń. Potem samo bieganie mi się już znudziło. Przestało mnie męczyć.
- A dlaczego Wschodnie Sztuki Walk?
Zostałem kiedyś napadnięty i pobity. Miałem mocno stłuczoną twarz. Zacząłem więc z kolegami ćwiczyć amatorski kick-boxing. Korzystaliśmy ze wskazówek starszych kolegów, którzy ćwiczyli kung-fu, tae-wondo, karate. Spotykaliśmy się na naszym stadionie, zakładaliśmy rękawice bokserskie, zawijaliśmy piszczele bandażami elastycznymi i się k o p a l i ś m y .
- Fight club? Podziemny krąg?
Biliśmy się trochę mniej krwawo i nie po to, żeby się zlać, ale po to, żeby się wzmocnić.
- Ale stąd chyba daleka droga do Tai Chi?
Po pewnym czasie kopanie mi się znudziło. Skoro miała to być sztuka walki, zaczęło mi brakować czegoś co by tą ‘kopaninę’ uczyniło sztuką. Miałem wtedy osiemnaście lat. Trafiłem na Tai Chi. Tu z kolei było więcej sztuki niż walki.
- A Tai Chi to…? Gimnastyka chińskich staruszków?
Tak. Haha! Tak jest postrzegana. Jak ktoś pyta o Tai Chi, mówi się o staruszkach w parku w Chinach – i wszyscy od razu mają obrazek. Prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest to niesamowicie skuteczna sztuka walki. Każdy z tych powolnych ruchów wyglądających jak taniec ma swoje zastosowanie w walce.
- Sprawdziłeś?
Pozwala nie walczyć.
- Co masz na myśli?
Czasami wystarczy sama postawa i przeciwnik rezygnuje. Poza tym skonsultowałem to z założycielem Akademii Sambo System Polska, którego interesują konkretne techniki walki, wszystko, co skuteczne – jak najszybciej obezwładnić człowieka, jak sprawić by stracił przytomność itp. Nie wierzył, że Tai Chi to sztuka walki. Po jednym treningu przekonał się. Sam zaczął ćwiczyć Tai Chi.
- A więc moc leży znowu w skali umiejętności …
Dokładnie tak.
- Dziękuję za wywiad.
